Darmowy pilotaż AI to nie prezent. To model cenowy.
Dostawca proponuje darmowy, dziewięćdziesięciodniowy pilotaż swojego narzędzia AI. Wyznaczony opiekun klienta, uprzejma notka, że cennik domkniecie, jak już zobaczysz, ile to jest dla ciebie warte. Bez faktury, bez zobowiązań, po cichu wpięte w pracę jednego zespołu. W dziesiątym tygodniu twoje operacje przebudowały się wokół tego narzędzia, dwie osoby na produkcji nauczyły się jego dziwactw, a juniorka wpięła to w łańcuszek w Zapierze, którego nikt nie udokumentował. W czwartym miesiącu zaczyna się rozmowa z zakupami. W szóstym wyrwanie tego kosztuje więcej niż zostawienie.
Ciekawa liczba nigdy nie siedzi w cenie pilotażu. Siedzi w godzinach integracji, które wlewają w to twoi ludzie, w formacie eksportu, który okazuje się zamknięty, w narzędziach drugiego rzędu potrzebnych po to, żeby to pierwsze w ogóle się przydało, i w ofercie odnowienia, która ląduje w trzynastym miesiącu, kiedy obiecywany partner integracyjny okazuje się płatnym dodatkiem. Zanim okres próbny się skończy, koszt zmiany dostawcy jest wyższy niż roczna opłata. Negocjacje z czwartego miesiąca przegrałeś już w pierwszym.
Zanim w tym miesiącu podpiszesz jakikolwiek pilotaż AI, najpierw spisz plan wyjścia. Jedna strona. Gdzie siedzą dane, kto je eksportuje i w jakim formacie, ile godzin i ile funtów kosztowałoby wyrwanie tego narzędzia w najbliższy piątek i ile kosztuje trzynasty miesiąc po cenniku. Jeśli dostawca nie potrafi pomóc ci spisać tej strony w jeden dzień, to nie jest już pilotaż. Wyceń to albo zakończ.
Zanim w tym miesiącu podpiszesz jakikolwiek pilotaż AI, spisz z dostawcą jednostronicowy plan wyjścia i nie startuj, jeśli nie podpisze go z tobą w jeden dzień.
wcześniejsze opinie
First take. The archive grows from tomorrow.